poniedziałek, 8 maja 2017

,,CONFESS" Colleen Hoover [przedpremierowo]

Tej autorki przeczytałam tylko Hopeless, który było całkiem okaj oraz Maybe Someday, które bardzo mi się podobało, niemniej postanowiłam, że jednak nie będę sięgać po inne książki Hoover, dlaczego więc wzięłam się za Confess? Przez Was. Otóż mnóstwo ludzi zachwala i twierdzi, że to najlepsza Jej powieść, w dodatku bardzo wielu z Was kupowało nawet po angielsku, żeby tylko już przeczytać. Nie chciałam być do tyłu, chciałam wiedzieć, o co tyle szumu, więc postanowiłam sięgnąć. Cieszę się też, że czytałam chociaż dwie inne książki tej autorki, bo mogę chociaż trochę porównać, czy rzeczywiście jest najlepsza.

Fabuła opowiada o młodej kobiecie, która szukając dodatkowej pracy przez przypadek trafia na ogłoszenie na studiu. Podejmuje pracę na kilka godzin u młodego utalentowanego malarza, który inspirację do swoich dzieł czerpie z anonimowych wyznań. I on i ona dostrzegają w sobie coś wyjątkowego i fajnego, co przyciąga ich do siebie. No, ale jak to życie, każde z nich ukrywa dość wielki sekret. 

Książka już od samego początku zaczyna się dość tragicznie i smutno, ale dzięki wstępowi na końcu dowiadujemy się pewnej tajemnicy, której ani autorka nam zbyt wcześnie nie chciała zdradzić, ani bohater nie chciał powiedzieć Auburn. 

"Powiedz mi o sobie coś, o czym nikt nie wie. Coś, co mogę zatrzymać dla siebie."

Bohaterów bardzo polubiłam, jest też kilka fajnych drugoplanowych postaci, ale niestety są też te nie fajne, które przyprawiały mnie o wyższe ciśnienie i chęć mordu. Główna bohaterka jakoś nie wydała mi się wyjątkowa, natomiast malarz miał to coś, że przez niego nie mogłam się oderwać od książki. 

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że w książce jest kilka obrazów bohatera, które są piękne i są świetnym dodatkiem do lektury, urozmaicają ją i wzbogacają. Czytając opis obrazu, albo wrażenia jakiejś osoby byłam strasznie ciekawa, jak one wyglądają. Wydawnictwo pięknie wydało powieść, ponieważ oprócz tych obrazów w rozdziałach mamy je osobno w kolorowej formie.  

"Zawsze będę cię kochał. Nawet jeśli już nie będę mógł."

Powieść naprawdę bardzo fajna, sącząca i przenikliwa. Dobrze skonstruowany romans, który czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko. Jednak moje serce wciąż pozostanie przy Maybe Someday, które wywoływało u mnie mnóstwo emocji. Confess po prostu czytałam i podobało mi się to, aczkolwiek nie wywołało u mnie wstrząsających uczuć. Być może ocenię ją trochę zbyt wysoko, ale czuję, że właśnie taką ocenę powinnam jej dać. 

9/10

PREMIERA JUŻ W ŚRODĘ - 10 MAJA. 


Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu Otwartemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz