poniedziałek, 13 marca 2017

KONIEC KSIĄŻKI - CZYM ŻE JEST?

KONIEC KSIĄŻKI

,,Koniec książki" Małgorzata Łukasiewicz

Koniec książki to zawsze koniec świata, taka jest prawda. Jeszcze przed chwilą nie wiadomo było, ku czemu to wszystko zmierza, kto zabił i czy on się z nią ożeni, jeszcze rysowało się tyle możliwości, a teraz jest już po wszystkim. [...]

Kończą się historie opowiadane chronologicznie, misterne kompozycje szkatułkowe i powieści-worki. Oczywiście ten koniec nie następuje całkiem niespodziewanie. Niektóre książki są tak zbudowane, że w jakimś momencie widać początek końca: fabuła koncentruje się w głównym nurcie i nie wypuszcza już nowych pędów, perypetie zaczynają się domykać. Niezależnie zaś od epok, stylów i konwencji nieomylnym znakiem zapowiednim jest topniejący plik stron do przeczytania. Czytelnik, który się w porę zorientuje, może chwilę ostatecznego rozstania odsuwać, zacząć oszczędzać, wydzielać sobie dzienne porcje lektury. Ale to tylko gra na zwłokę, prędzej czy później dojdziemy do końca. I zostaniemy na chwilę z oczami wbitymi w ostatnie słowa. A jeżeli tyle uwagi poświęca się grozie pustej kartki, nad którą ślęczy autor rozpoczynający dzieło, to cóż dopiero powiedzieć o sytuacji czytelnika, który u spodu tekstu dostrzega słowo "koniec" albo dwie kreski podzielone kropką i wie, że na następnej stronie już nic go nie czeka - tylko spis treści, jakieś zapowiedzi wydawnicze, w najlepszym razie posłowie. 

Czy zakończenie jest czymś wyróżnionym? W niektórych, bardzo uporządkowanych gatunkach tak, w innym nie. Zawsze jednak szczególny walor nadają mu oczekiwania czytelnika, który słusznie spodziewa się, że skoro trzeba się rozstać, to coś nam się należy, serdeczny uścisk dłoni, ostatnie wyznanie, pożegnalny żarcik, głębokie spojrzenie w oczy na znak wzajemnego zrozumienia. 

Czasem na końcu znajduje się epilog, Epilog łagodzi stromiznę zakończenia, koi straszliwy głów wyrażający się w pytaniu ,,co dalej?". Ale to już nie to samo. Epilog to zimne medium, autorska kamera operuje tu z dystansu, z daleka, z wysoka. Czas przeszły nigdzie nie brzmi tak nieodwołalnie jak w epilogach. Niewiadoma, rozedrgana przyszłość, której byliśmy tak ciekawi, w epilogu staje się sprawą  bezwarunkowo zamkniętą. 
[....]

Klasycznym typem zakończenia jest obraz przywróconego porządku. Prawda została poznana, zbrodnia ukarana lub odpokutowana, odwzajemnione uczucia nie napotykają już żadnych przeszkód. Być może po drodze wypiętrzył się nowy górotwór, piekło wylało coś ze swojej ohydy, niebo ujawniło coś ze swojej wspaniałości, ale wzbudzone fale powoli się wygładzają, świat wszystko wessał i gotów jest spokojnie toczyć się dalej. 

Koniec jest od początku pisany, by tak rzec. Koniec jest konieczny, żeby ciąg słów stał się całością, dziełem. Póki nie wiemy, jak się skończy, nie wiemy przecież na dobrą sprawę, co właśnie czytamy. Smętny paradoks polega na tym, że kiedy już wiemy, jak się skończy książka, kończy się również lektura. Toteż Tomasz Mann np. od razu zalecał czytać ,,Czarodziejską Górę" dwukrotnie. I taka jest prawdziwa nagroda pocieszenia dla czytelnika: może przeczytać sobie książkę jeszcze raz. 



~*~
Spodobał Wam się tekst? Oczywiście on nie jest mój. Ten tekst dostałam na sprawdzian z polskiego z czytania ze zrozumieniem i tak bardzo mi się spodobał, że chciałam go Wam pokazać, ale nigdzie mogłam go znaleźć w internecie, więc napisałam dla Was odręcznie. Co prawda to jest tylko połowa tego tekstu, ale wyjęłam same najważniejsze wątki. 


*Źródło: Znak nr 2/2001 s. 107 -110

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz